`Wypalam się. Wypalam w sobie resztę człowieczeństwa.
Czekam na rogu piekła na twoje potknięcia. Przekrwione oczy płoną
żądzą zemsty. Głęboko zakorzenione wrogie mi samemu emocje wciąż
nie dają mi spokoju. To silniejsze ode mnie. Nie nazwę cię Bożym
człowiekiem , dopóki nie uporam się sam z sobą, będziesz dla mnie
zwykłym gadem. Chociaż to ja zjadam swój własny ogon, nie przyznam
ci się, że zgubiłem swoją duszę.
Nie dawaj mi rozgrzeszenia, chcę się pławić w mojej drwinie, dopóki nie sięgnę stopami dna mojego piekła. Wtedy, przyjdź po mnie, wyciągnij po mnie rękę`...
Nie dawaj mi rozgrzeszenia, chcę się pławić w mojej drwinie, dopóki nie sięgnę stopami dna mojego piekła. Wtedy, przyjdź po mnie, wyciągnij po mnie rękę`...
3 lata temu...
Skończyłam służbę i gnałam do domu, pchnięta jakimś dziwnym niepokojem, który zrodził się w wnętrzu Mojej głowy. Zajęta pracą, nie zwróciłam uwagi, że telefon milczy od godzin popołudniowych... Że mama nie dzwoni, by zapytać, o której wrócę... Tata też milczał...Starałam się dodzwonić, ale nikt nie odbierał. Czyżby zaprowadzili Jespera do ciotki [tak po prawdzie nikt z rodziny. Sąsiadka, z którą rodzice znali się od lat...dla mnie i braciszka `Cioteczka Liisi`] i poszli gdzieś na kolację, albo do teatru? Tak teatr by wszystko tłumaczył, bo tam trzeba wyciszyć, albo wyłączyć komórki. Jednak ten dziwny niepokój, który miażdżył Moje skronie i narastał z każdą minutą coraz bardziej. Docisnęłam pedał gazu...
Dom...dużo świateł ze względu na porę późno wieczorną...na boga, jak te światła raziły. Miałam wrażenie, że wżerają się w Moje oczy i czynią nieziemskie spustoszenie...i żółta taśma, która przyprawiła mnie o mdłości. Myślałam, że zaraz puszczę pawia. Zaparkowałam, o ile tak to można powiedzieć, bo samochód stanął bezładnie. Wyskoczyłam z niego, jak poparzona i pobiegłam w kierunku biało wytynkowanego domu...Moje ciało prawie jak pocisk przerwało taśmę. Jakiś śledczy próbował mnie zatrzymać. Machinalnie wyrwałam z pod koszulki odznakę i wbiegłam do hallu...stanęłam, jak wryta. Jak w słup soli zamieniona...
`To nie takie jednak proste spojrzeć, gdy się spojrzeniem dotyka bólu`...
Ruszyłam do drewnianych schodów z ładnie ozdobioną barierką...czułam się tak, jakby mi tenisówki grzęzły w smole, która uniemożliwiała mi dalsze kroki...jakby czas zaczął zwalniać. Głosy stały się odległe, a spojrzenie zamglone...kurwa, czemu do sypialni rodziców nagle zrobiło się tak daleko...i znów mdłości. W końcu doszłam do drzwi. Palce wczepiły się w framugę, blade, smukłe...wyglądały jak odnóża jakiegoś paskudnego pająka. Zamknęłam oczy i łapczywie naciągnęłam powietrza do płuc. Jakoś tak dziwnie paliło, więc szybko wypuściłam je ze świstem. Uchyliłam powieki...ciężko szło. Miałam wrażenie, że skrzypią, jak wrota starej krypty. Serce waliło mi tak, jakby chciało wyskoczyć z piersi...jak dziki zwierz, rozedrzeć i uwolnić się z klatki utworzonej z żeber. Trwało to wieki, zanim wychyliłam się zza ściany, do której przyklejona była plecami. Po skroniach lał się cienką stróżką zimny pot...stanęłam w drzwiach i zmroziło mnie. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy tak nachalnie, to krwawy napis nad łóżkiem rodziców:
*`Sinä kuolet narttu!!!`...
Potem ciała rodziców. Matka w łóżku, w dziwnej pozycji. Pościel była cała karminowa. Tata pod oknem obrócony twarzą do podłogi...wokół Niego ciemna plama krwi. Nie mogła powstrzymać drżenia...niby taka twarda, a coś we mnie pękło nieodwracalnie. I nagle myśl, która wbiła się w tył głowy jak szpikulec do lodu `Jesper`...wykonałam półobrót i pobiegłam prosto korytarzem do pokoju braciszka. Tam też był ruch. Bałam się...bardzo się bałam tego, co za chwilę ujrzę. Po policzkach pociekły mi łzy. Na drewnianym łóżeczku, owinięte w pościel w misie leżało ciałko Jespera. Wydałam z siebie dzikie wycie, które przeszyło wszystkie osoby znajdujące się w willi. Zsunęłam się po ścianie i ukryłam twarz w dłoniach. Z serca wyrwał się niczym niepohamowany szloch...
Długo nie mogłam się pozbierać po tym wszystkim i trudno powiedzieć, iż w ogóle się pozbierałam. To siedzi gdzieś głęboko zakorzenione jak jakiś chwast w sercu i umyśle. Tego widoku nigdy nie zapomnę...no chyba, że trafi mi się amnezja. Bliskich pamiętać chcę z tych radosnych chwil, a nie takich, jakich Ich ujrzałam wtedy...koszmar.
Morderca został skazany na 278 lat więzienia. Mogłam go mieć u siebie na Bremerhaven, ale nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle siły, by nie zrobić mu krzywdy. Mówi się, że zemsta jest słodka, ale po co ma mnie zemdlić?
Osadzono go w Alcatraz...oby tam zgnił.
`Ciężar smutku i cierpienia potrafi być tak wielki,
że na ten moment życie staje się jak kamień, który ciągnie w dół`...
że na ten moment życie staje się jak kamień, który ciągnie w dół`...
Długo nie mogłam się pozbierać po tym wszystkim i trudno powiedzieć, iż w ogóle się pozbierałam. To siedzi gdzieś głęboko zakorzenione jak jakiś chwast w sercu i umyśle. Tego widoku nigdy nie zapomnę...no chyba, że trafi mi się amnezja. Bliskich pamiętać chcę z tych radosnych chwil, a nie takich, jakich Ich ujrzałam wtedy...koszmar.
Morderca został skazany na 278 lat więzienia. Mogłam go mieć u siebie na Bremerhaven, ale nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle siły, by nie zrobić mu krzywdy. Mówi się, że zemsta jest słodka, ale po co ma mnie zemdlić?
Osadzono go w Alcatraz...oby tam zgnił.
`Ludzie opętani samotnością
uciekają od wszelkiego spokoju
i szukają demonów o stokroć gorszych
niż martwa cisza w pokoju`…
uciekają od wszelkiego spokoju
i szukają demonów o stokroć gorszych
niż martwa cisza w pokoju`…
Dlatego powstało Bremerhaven...
* Zginiesz Suko







