sobota, 23 listopada 2013

Strata

Dni się zlewają, nie wiem, która jest godzina, który miesiąc, powoli nawet przestaje wierzyć w to jaki mamy rok. To wszystko wydaje się być takie nierealne, jakbym tylko był w jakieś grze i gdy wykonam swoje zadanie będę mógł wrócić do rzeczywistości. A może moje poprzednie życie było tylko grą ? Może teraz dopiero trafiłem do rzeczywistości? Wykonywałem zlecenia, później dostawałem nowe, a później uciekałem. Na tym głównie polegało moje życie. Jak taka gra. Teraz odszedłem od konsoli i znalazłem się tutaj. W świecie z którego nie można uciec.

Dowiedziałem się, o pewnej stracie jaką odczuli zapewne wszyscy na tym statku, oprócz mnie. Yavriig odeszła, lub przenieśli ją, właściwie nie jestem pewien. Jednak przekonałem się, że nadal nie jestem człowiekiem, nadal nie jestem wystarczająco ludzki, cofam się... Już było lepiej, radziłem sobie całkiem dobrze, potrafiłem się uśmiechać (rzadko, ale jednak), teraz znów wróciłem do punktu wyjścia, z posmakiem tego czego udało mi się w sobie dokonać, z pomocą pewnej osoby. I już posiadam w świadomości, stratę Pani Naczelnik i stratę tego na co tak bardzo pracowałem.

W momencie gdy usłyszałem o tym, że odeszła, jakoś nie potrafiłem zebrać w sobie jakiś spójnych odczuć, czy emocji, była mi to tak zupełnie obojętna informacja, jak to, że na drugim krańcu świata zmarła jakaś osoba na zawał. ‘’ Nie wiem czy wróci’’ takie usłyszałem słowa. Może wróci, może nie. Trochę marny zbiór danych. Jestem na siebie wściekły, bo nie potrafię, nawet poczuć żalu z powodu tego co się wydarzyło, wszyscy na pewno są tym przejęcie, tylko ja nie potrafiłem. Czemu musze być takim bezuczuciowym draniem? No tak... przecież o to właśnie chodziło. Im mniej będę odczuwał tym łatwiej będzie mi zabijać, ale nie jestem przecież zabójcą od paru dobrych miesięcy.


Upadłem, a próby wstawania nie są tak proste jak kiedyś.

piątek, 16 sierpnia 2013

Ogłoszenie parafialne.

Witam, kochani!
Pragnę poinformować, że wyjeżdżam. Nie będzie mnie od soboty (17.08) najpewniej do niedzieli (25.08). Jakbym wrócił wcześniej, to na pewno się pojawię na chacie.
Miłego życia,
Pugnale.

środa, 14 sierpnia 2013

Choroba to jeden wielki pasożyt.


Przesiadywanie bezczynnie nie działa na mnie dobrze. Bynajmniej głowa domaga się jakiś nowych rozrywek. Ciało chyba jednak zastrajkowało. Poczułem się oszukany, własne ciało odmawia posłuszeństwa, niedoczekanie ludzkie. Nie mogę się z miejsca podnieść. A mimo wszystko niezwykle wstrętnym uczuciem jest taki brak jakichkolwiek sił. Zupełnie jak po grypie żołądkowej. Kiedy to przed momentem jeszcze wymiotowałeś wnętrznościami , a teraz czołgasz się do łóżka, chociaż chciałbyś tak się położyć i zasnąć tu gdzie jesteś.  Właściwie mnie spotkało coś podobnego.
Kto by pomyślał, że można być nieświadomie uzależnionym od jakiejś substancji. No najwyraźniej można. Zostałem uzależniony od leku , który podawała mi moja jednostka pracy. Leki, jak udało mi się dowiedzieć ,były na wzmocnienie moich zdolności fizycznych, wytrzymałości psychicznej i na zmniejszenie odczuwalnego bólu.  Zdobycie owych informacji łatwe nie było, nikt nie chciał niczego tłumaczyć. Nie dziwię się , wiadomo było przecież jakie są tego konsekwencje.
Na kontrole lekarskie musiałem zgłaszać w każdy poniedziałek. Co tydzień dawali mi zestaw tabletek na kolejne siedem dni i tak na okrągło. Jednak kiedy misje bywały dłuższe nie dostawialiśmy od razu drgawek i tym podobne. Owe substancje podawane przez dłuższy czas profilaktycznie potrafiły bowiem krążyć po organizmie nawet do kilku miesięcy. Pani Doktor, która zawsze mnie badała nigdy nie chciała rozmawiać, a tyle razy próbowałem dowiedzieć się czegoś na temat badań. Tak ... był to wyjątek, bo zazwyczaj się nie odzywałem.
Pewnego jednak dnia ktoś uznał, że pionki też mogą być niebezpieczne i spróbował ją zabić , z resztą ją jak i wielu innych naukowców pracujących w laboratoriach nad tym projektem. Wyglądało to na wyciek gazu, w którym się udusili, ale ja coś wiem o takich sytuacjach i na pewno wyciek sam z siebie by się nie zrobił. Po za tym to nie te czasy, żeby rury były nieszczelne. Los chciał bym miał jeden dzień bez zabijania. Zdążyłem złapać Doktorkę za nim weszła do Posterunku Badawczego. Nie powiem, że jej się to podobało. Chciałem tylko spytać czy ma parę zielonych pigułek  w zanadrzu bo w ekstremalnych warunkach straciłem swój przydział. Nie chodziło o to ,że czułem pragnienie do spożywania ich , lecz o to , że będę gorzej się bez nich sprawował. Ona wytłumaczyła mi do czego, każda tabletka jest. Okazało się, że ta której przydział straciłem , była na zmniejszenie odczuwalnego bólu. Mogę oznajmić szczerze, że mi ulżyło ,gdy się o tym dowiedziałem. Stwierdziłem , że wcale nie czuję różnicy ,a ona, że to całkiem normalne, lek swoje działanie utrzymywać będzie jeszcze przez spory czas , więc na pewno zdążę przyjąć go jeszcze raz. Jeszcze przez parę tygodni przyjmowałem leki. Byłoby całkiem klawo gdyby nie fakt , że się zbuntowałem i odcięli mnie od ‘małych pomocników’ . No wszystkiego w życiu mieć nie można, albo bycie ślepym na prawdę, albo w końcu zdjęcie klapek z oczu.
Przez to wszystko leżę  teraz na łóżku nie mając nawet sił by usiąść. Oddech w gardle zachowuje się jak nieokiełznany ogier, skacze , wyrywa się , gaśnie niespodziewanie innymi słowy robi ze mną co chce. Bez tlenu żyć się nie da, a ja czuję jakby on czasami omijał mnie szerokim łukiem . Jest jeszcze ten ból  przeszywający do szpiku kości. Stoi tuż nade mną i kiedy jest mi chociaż trochę lepiej , wbija swoje sztylety. Zaczynając od stóp aż po czubek głowy. Wyciągając ostrza zabiera mi siłę , którą ledwo co udało mi się skumulować podczas snu.
Nie wiem skąd te draństwo się bierze i czy głód tak zazwyczaj na człowieka działa, ale tak to jest ze mną. O tyle dobrze, że skoro boli to znaczy , że jeszcze żyję.
John Arnest

------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że trochę spóźniony ten wpis jest , ale nie miałem kiedy się za niego wziąć.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Pugnale melduje się na pokładzie.



Imię: Fabio
Pseudonim:Pugnale (Sztylet)
Nazwisko: Bennici
Wiek: 25
Płeć: Mężczyzna

Wygląd: 
Jest dość wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Inaczej nie byłby gangsterem. Ma krótkie, czarne, lekko pofalowane włosy. Nieraz uwodził kobiety dzięki swoim ciemnoniebieskim oczom, którymi potrafił zahipnotyzować w kilka chwil. 

Charakter:
Uparcie dąży do celu;
Uwielbia posługiwać się sarkazmem oraz ironią;
Potrafi być przyjazny;
Wybuchowy (o czym przekonało się dwóch Anglików...).

Lubi:
Poranną kawę. Gorzką.
Mocny alkohol (ten zaś musi być spożywany wieczorową porą).
Zwierzęta.


Nie lubi:
Debili (czyli ludzi, którzy nie rozumieli co się do nich mówi).
Ludzi wywyższających się.
Hierarchi (patrz wyżej).

Inne informacje:
Uzależniony od papierosów.
Najprawdopodobniej seksoholik.

Skazany za podwójne morderstwo, którego dopuścił się w wieku szesnastu lat na Anglikach gnębiących jego siostrę. Jednemu z nich przestrzelił płuco przy użyciu broni ojca i wrzucił do rzeki, drugiemu zaś poderżnął gardło, dzięki czemu zyskał swój przydomek. Dwa lata później po namowach znajomego dołączył do Mafii. Początkowo był zwykłym chłopcem na posyłki, jednak dzięki swemu wyczynowi był szanowany przez gangsterów wyższych rangą. Niestety pewnego dnia został wydany policji. Zdrajcą okazał się jeden z mafiozów, któremu nie podobało się, że Pugnale spędza za dużo czasu z jego córką. Tak o to trafił na Bremerhaven.


Numer celi: 4

czwartek, 8 sierpnia 2013

Dziennik pokładowy #1


Ludzie powtarzają, że nie ma potworów, ale one istnieją...
To nie tylko wymysł ludzkiej wyobraźni, czy bajki wymyślone żeby straszyć niegrzeczne dzieci.
Potwory żyją i żerują na naszym strachu i niepowodzeniach, skurwysyny jedne.
Od zawsze... I jakoś nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić.
A najgorsze jest to, że każdy z nas ma w sobie coś z potwora.
Ja mam w sobie coś z potwora, Ty i kilka miliardów innych ludzi na świecie też.
To my decydujemy, kiedy ten potwór się ujawni, a to, czy uda nam się go na powrót ujarzmić zależy od naszej wiary i wtrwałości.
Cóż, tak się składa, że nigdy nie byłam szczególnie wierząca, a zapał to mam raczej słomiany.
Tyle przegrać...

Kiedy pożegnałam pana Mc'Dovera (jednego z moich obecnych wybawców, któremu zdaniem adwokata powinnam całować buty i składać pokłony - cholerne jego niedoczekanie), nie miał on zbyt wesołej miny. 
Nie wiem, może on nie preferuje żegnania się z ludźmi wiązanką wyzwisk i wymownym okazaniem środkowego palca? Nieistotne. To on mnie oszukał, obiecał mi wolność, a nie nazwałabym tak tej łajby, więc nie powinien się dziwić mojemu zachowaniu. Dziecinne? Jakoś nie jest mi wstyd. Wstydu pozbyłam się już dawno, to ważne, jeśli chce się przeżyć w niewoli (taka mała rada na przyszłość).

Przez pierwsze kilka dni na statku skupiłam się na rozpoznawaniu twarzy ze zdjęć. Odetchnęła dopiero, kiedy okazało się, że wszystkich już widziałam. Nie było to jednak zbyt pocieszające, mimo złudnego poczucia bezpieczeństwa. Doskonale przecież wiem, że zostanę tu przez jakiś czas, to wysoce prawdopodobne, nie, to nieuniknione, jak twierdzi Mc'Dover. Chcą mi pokazać gdzie moje miejsce, pieprzone dupki. (A miałam nie przeklinać...) Traktują mnie jak śmiecia, chociaż to ja i moje informacje mają pomóc im we wspinaniu się na podnium władzy, niewdzięcznicy.

No i mimo ich zapewnień, gdzieś w głębi mojego umysłu kołacze się przerażająca myśl. Kiedy udaje jej się wynurzyć z tego chaosu i dotrzeć do mojej świadomości, przechodzą mnie ciarki. Wiem za dużo, zdecydowanie za dużo, więc jestem niebezpieczna. Na moje szczęście jestem też niezwykle użyteczna w stanie żywym. 
Jednak... 
Kiedy Mc'Dover i jego wierna świta będą już na tyle wysoko, żeby poczuć się pewnie, szybko przejdę w stan zbędny, a wtedy...
A wtedy mnie zabiją.

Fale obijające się o pokład brzmią równie niepokojąco.
Prędzej sczeznę, niż tutaj utknę.
Prędzej sczeznę, niż dam im się zniszczyć.
Jednak (o, ja głupia!) sama władowałam się w te kłopoty. 
I co mam niby teraz robić?

Eh... 
Życie jest parszywe, a potem się umiera.
Filozofia z nalepki na zderzak.




Dzień - jeden z wielu, wspomnienie- jakich są całe kopalnie.


Obudziłem się z cholernym bólem głowy. Jakbym co najmniej walił czaszką o ścianę przez cały dzień. Ha! Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie sobie to wyobrazić. Oczywiście z owym bólem głowy wszystko było przynajmniej 10 razy głośniejsze. Każdy niemalże niesłyszalny zazwyczaj dźwięk dudnił mi w uszach jak roboty drogowe nad ranem.
 Z wyglądu pewnie dużej różnicy dla nikogo nie robiłem, tyle tylko, że zamiast oczywistej skrywanej złości, miałem na twarzy wypisaną wściekłość, na siłę skrywaną i jeśli ktoś spojrzałby mi w oczy mógłby dojść jaka jest tego przyczyna.
Miałem ochotę zatopić tą łajbę, za każdym świstem, stukotem i innym śrostem mechanizmu. Zazwyczaj tych dźwięków mogłem wysłuchiwać dniami i nocami i nawet mnie to uspokajało ‘ nie tym razem! ‘ wrzeszczy mój umysł. Obraz przede mną pulsuje w oczach jak tykająca bomba. Problem w tym, że do rozbrajania takiego typu mnie nie szkolili.
Wiem, że już nigdzie dzisiaj nie wyjdę, bo nie dam rady znieść nawet własnych kroków, mam tylko nadzieję, że zbyt wiele osób nie będzie się szwendać po dolnym pokładzie. Ja po prostu nie chcę nikomu zrobić krzywdy. Zbyt dobrze znam siebie. Wyskoczyłbym z celi gdy przechodziłby ktoś z personelu wyrwałbym od tej osoby broń, później zapewne zastrzeliłbym parę osób, które właśnie są w okolicy, a finałowo sam sobie bym wpakował kulkę w łeb. Tak bym się właśnie zachował, więc wolę nie ryzykować. Szkoda, że nie mogę wywiesić tabliczki z napisem ‘ Uwaga! Groźne bydle, nie podchodzić ‘ Może przynajmniej wtedy ludzie omijaliby moją celę szerokim łukiem, zamiast do niej podchodzić i witać się ze mną jak z najlepszym sąsiadem. Jestem przestępcą! Do stu piorunów!Zacznijcie mnie tak traktować. Na co ja niby liczę? Już lepiej, że się witają niż, rzucają zgryźliwymi wyzwiskami w moją stronę.
A jednak ten rumor coś mi przypomina. Dokładnie… Była noc, iście przepiękna. Ktoś postanowił rozrzucić trochę brokatu po niebie, lecz opakowanie chyba wypadło z rąk. Gwiazd było wiele jak nigdy, a księżyc niczym najjaśniejsza latarnia. Miałem dostać się do przetwarzalni miedzi, Zdobycie planów było banalnie proste. Wystarczyło przyłożyć lufę do głowy pierwszego lepszego pracownika. Teren nie był skomplikowany, szybko znalazłem idealną pozycję. Dźwięki jakie wytwarzały te maszyny były jedynym problemem. Jednak ja, jako profesjonalista musiałem poradzić sobie nawet w takich warunkach. Cel nie wykonywał zbyt wiele ruchów. Jednak za każdym razem, gdy miałem go na muszce, coś zaczynało dzwonić mi w uszach tak donośnie, że robiło mi się szaro przed oczami. Nie przewidziałem, że zmarnuję tam aż tyle czasu, że mój cel będzie schodził ze stanowiska pracy. W końcu strzeliłem no i oczywiście trafiłem, prawie bym chybił, ale prawie robi wielką różnicę. Potrafiłem jednak zebrać w sobie wystarczająco dużo skupienia. Gdy tylko wykonałem powierzone mi zadanie dosłownie zniknąłem z miejsca wypadku.  A tak właściwie to wspiąłem się po metalowych rusztowaniach, oczywiście niesłyszalnie, potem wyskoczyłem przez okno i udałem się w stronę mojej kwatery.
Tak ciężko jest żyć ze świadomością, iż nikt nie dowie się o twoich genialnych likwidacjach. Nie to, co aktorzy oni pokażą się w jakimś filmie, dostaną jakąś świetną rolę, dobrze zagrają i wszyscy o tym wiedzą i większość chwali. Piosenkarze bardzo podobnie, wszyscy trąbią jaki to wspaniały utwór nagrali. Nikt jednak nie wie ile osób zabiłem, w jak ciężkich warunkach, nie popełniając żadnego błędu. Chociaż… myśląc o tym dłużej lepiej, że moja robota była anonimowa. Niepotrzebny tłum nie pałętał się pod nogami, miałem prowizoryczny spokój, czekając tylko na wezwanie i co najważniejsze codziennie coś się działo.
Nie każdy by jednak umiał, zabijać też trzeba potrafić. 
John Arnest

środa, 31 lipca 2013

Gdy umiera człowiek, życie staje się pustką. Gdy umiera dziec­ko, umiera cały świat...

`Wy­palam się. Wy­palam w so­bie resztę człowie­czeństwa. Cze­kam na ro­gu piekła na two­je pot­knięcia. Przek­rwione oczy płoną żądzą zem­sty. Głębo­ko za­korze­nione wro­gie mi sa­memu emoc­je wciąż nie dają mi spo­koju. To sil­niej­sze ode mnie. Nie nazwę cię Bożym człowiekiem , dopóki nie upo­ram się sam z sobą, będziesz dla mnie zwykłym ga­dem. Cho­ciaż to ja zja­dam swój włas­ny ogon, nie przyz­nam ci się, że zgu­biłem swoją duszę.
Nie da­waj mi roz­grzesze­nia, chcę się pławić w mo­jej drwi­nie, dopóki nie sięgnę sto­pami dna mo­jego piekła. Wte­dy, przyjdź po mnie, wy­ciągnij po mnie rękę`...

 3 lata temu...

Skończyłam służbę i gnałam do domu, pchnięta jakimś dziwnym niepokojem, który zrodził się w wnętrzu Mojej głowy. Zajęta pracą, nie zwróciłam uwagi, że telefon milczy od godzin popołudniowych... Że mama nie dzwoni, by zapytać, o której wrócę... Tata też milczał...Starałam się dodzwonić, ale nikt nie odbierał. Czyżby zaprowadzili Jespera do ciotki [tak po prawdzie nikt z rodziny. Sąsiadka, z którą rodzice znali się od lat...dla mnie i braciszka `Cioteczka Liisi`] i poszli gdzieś na kolację, albo do teatru? Tak teatr by wszystko tłumaczył, bo tam trzeba wyciszyć, albo wyłączyć komórki. Jednak ten dziwny niepokój, który miażdżył Moje skronie i narastał z każdą minutą coraz bardziej. Docisnęłam pedał gazu...

Dom...dużo świateł ze względu na porę późno wieczorną...na boga, jak te światła raziły. Miałam wrażenie, że wżerają się w Moje oczy i czynią nieziemskie spustoszenie...i żółta taśma, która przyprawiła mnie o mdłości. Myślałam, że zaraz puszczę pawia. Zaparkowałam, o ile tak to można powiedzieć, bo samochód stanął bezładnie. Wyskoczyłam z niego, jak poparzona i pobiegłam w kierunku biało wytynkowanego domu...Moje ciało prawie jak pocisk przerwało taśmę. Jakiś śledczy próbował mnie zatrzymać. Machinalnie wyrwałam z pod koszulki odznakę i wbiegłam do hallu...stanęłam, jak wryta. Jak w słup soli zamieniona...

`To nie ta­kie jed­nak pros­te spoj­rzeć, gdy się spoj­rze­niem do­tyka bólu`...

Ruszyłam do drewnianych schodów z ładnie ozdobioną barierką...czułam się tak, jakby mi tenisówki grzęzły w smole, która uniemożliwiała mi dalsze kroki...jakby czas zaczął zwalniać. Głosy stały się odległe, a spojrzenie zamglone...kurwa, czemu do sypialni rodziców nagle zrobiło się tak daleko...i znów mdłości. W końcu doszłam do drzwi. Palce wczepiły się w framugę, blade, smukłe...wyglądały jak odnóża jakiegoś paskudnego pająka. Zamknęłam oczy i łapczywie naciągnęłam powietrza do płuc. Jakoś tak dziwnie paliło, więc szybko wypuściłam je ze świstem. Uchyliłam powieki...ciężko szło. Miałam wrażenie, że skrzypią, jak wrota starej krypty. Serce waliło mi tak, jakby chciało wyskoczyć z piersi...jak dziki zwierz, rozedrzeć i uwolnić się z klatki utworzonej z żeber. Trwało to wieki, zanim wychyliłam się zza ściany, do której przyklejona była plecami. Po skroniach lał się cienką stróżką zimny pot...stanęłam w drzwiach i zmroziło mnie. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy tak nachalnie, to krwawy napis nad łóżkiem rodziców:

*`Sinä kuolet narttu!!!`...

Potem ciała rodziców. Matka w łóżku, w dziwnej pozycji. Pościel była cała karminowa. Tata pod oknem obrócony twarzą do podłogi...wokół Niego ciemna plama krwi. Nie mogła powstrzymać drżenia...niby taka twarda, a coś we mnie pękło nieodwracalnie. I nagle myśl, która wbiła się w tył głowy jak szpikulec do lodu `Jesper`...wykonałam półobrót i pobiegłam prosto korytarzem do pokoju braciszka. Tam też był ruch. Bałam się...bardzo się bałam tego, co za chwilę ujrzę. Po policzkach pociekły mi łzy. Na drewnianym łóżeczku, owinięte w pościel w misie leżało ciałko Jespera. Wydałam z siebie dzikie wycie, które przeszyło wszystkie osoby znajdujące się w willi. Zsunęłam się po ścianie i ukryłam twarz w dłoniach. Z serca wyrwał się niczym niepohamowany szloch...

`Ciężar smut­ku i cier­pienia pot­ra­fi być tak wiel­ki,
że na ten mo­ment życie sta­je się jak ka­mień, który ciągnie w dół`...

Długo nie mogłam się pozbierać po tym wszystkim i trudno powiedzieć, iż w ogóle się pozbierałam. To siedzi gdzieś głęboko zakorzenione jak jakiś chwast w sercu i umyśle. Tego widoku nigdy nie zapomnę...no chyba, że trafi mi się amnezja. Bliskich pamiętać chcę z tych radosnych chwil, a nie takich, jakich Ich ujrzałam wtedy...koszmar.

Morderca został skazany na 278 lat więzienia. Mogłam go mieć u siebie na Bremerhaven, ale nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle siły, by nie zrobić mu krzywdy. Mówi się, że zemsta jest słodka, ale po co ma mnie zemdlić?
Osadzono go w Alcatraz...oby tam zgnił.

`Ludzie opęta­ni sa­mot­nością
uciekają od wszel­kiego spokoju
i szu­kają de­monów o stok­roć gorszych
niż mar­twa cisza w pokoju`…

Dlatego powstało Bremerhaven...  

* Zginiesz Suko

KOMUNIKAT



Piszę w imieniu Johna jako, że nie wie, czy uda mu się jeszcze dzisiaj wejść (31.07). 
Johna nie będzie kilka dni. Prawdopodobnie dostęp do komputera będzie miał dopiero w poniedziałek...
Prosił, żeby przekazać to odpowiednim ludziom.
No, to by było na tyle. 
Dziękuję za uwagę.
Bez odbioru.
[ zawsze chciałam to napisać xD ]


Meena.


wtorek, 30 lipca 2013

Dzień pierwszy - zarówno początek jak i koniec.



No prostu pięknie. Przenieśli mnie na jakieś pływające więzienie – czego to ludzie nie wymyślą. A może i dobrze nikt mnie tu nie znajdzie i tak będę przesiadywał całe dnie za ‘kratami’. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Z resztą jestem degeneratem, kto by chciał ze mną rozmawiać? Co tu dużo gadać jestem bestia nie człowiek, zabiłem tyle ludzi za nic, albo w imię jakiś głupich przekonań NID. Nie zasługuję na to by jeszcze kiedykolwiek ujrzeć światło dzienne( Słowa najwyższego Sądu) może to i prawda. I tak na niczym już mi nie zależy, nie mam się czego chwycić by wspiąć się na szczyt, z którego mógłbym to wszystko dostrzec. Mam zmarnowane życie i chyba już nic nie jest w stanie tego zmienić.
Prawie uciekłem, prawie. Mogło być tak wspaniale, mogłem znów być wolny. Ale nawet nadzieją nie cieszyłem się długo. Tak jednak jak się mówi to właśnie ona umarła jako ostatnia. Łudziłem się do ostatniej chwili. I to podłe uczucie, gdy krzyczą do ciebie, że albo się zatrzymasz i poddasz albo zginiesz. Światła z wież skierowane właśnie na mnie. Roiło się tam od strażników. To urocze jak wszyscy troszczyli się o to by mnie zniewolić.  Gdy mnie schwytali miałem ochotę wpakować kulkę w głowę gościa, który skuwał mi ręce kajdankami. Właściwie dochodzę teraz do wniosku, że mogłem to zrobić, tylko prawdopodobnie też zostałbym trafiony jednym z wielu pocisków. Nie spodobała mi się ta wizja i poddałem się.
Brakuje mi dotyku broni, posiadania tej władzy, brakuje mi tego uczucia, że trzyma się ludzkie życie w sowich rękach. Wystarczy nacisnąć na spust, a ktoś traci życie, teoretycznie ta osoba nic nie może zrobić. Ciężko będzie się bez tego obejść.
Na Bremerhaven będą mnie pewnie traktować podobnie jak w poprzednim więzieniu. Jestem śmieciem i właśnie tak jak jego wszyscy mnie kopią, popychają, a na końcu i tak wrzucają do śmietnika zapomnienia. Traktują mnie jak wirus komputerowy, który szybko trzeba usunąć, bo narobi zbyt wiele szkód. Czy ja się komuś narzucam? Co poradzić?
Dotarłem tu w nocy, zdążyłem przez automatycznym zamknięciem się cel. Co za szczęście, bo spałbym na korytarzu. Rano wszystkiego się dowiem, ale przypuszczenia mogę snuć już dzisiaj, Zapewne, nie będzie wielkiej różnicy. Tyle, że to się rusza. Będą tacy sami jak i byli wcześniej. Może nawet trafią się gorsi więźniowie. Chociaż… nie wiem czy istnieją potwory z bardziej wypaczoną psychiką niż te, z którymi musiałem się użerać przez pół roku. Jednak nie dość, że byli psychicznie chorzy to jeszcze byli tacy głupi, że dało się ich łatwo zmanipulować. Załatwiali większość spraw za mnie, a ja im obiecałem, że zabiorę ich na wolność ze sobą. To się chłopaki przeliczyli. No, ale mówi się trudno i żyje się dalej. Tak czy siak wolności nie uzyskałem. Nie wiem czy to coś, na czym mam spać w ogóle leżało koło łóżka. Ale… poprzedni materac w celi lepszy nie był. Z jednych krat do drugich nie widzę więc różnicy.

John Arnest
------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak dokładnie miało to wyglądać, ale skoro to dziennik to uznałem, że powinien on być opisany z punktu widzenia danej osoby. Jeśli coś jest nie tak to mnie poprawcie. 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Do you really want me dead or alive to torture for all my sins?

Po­dob­nym być do ludzi
zaszczyt to i hańba
wyglądem przy­pomi­nać siebie
straszydło w lus­trze życia


❧ - Mirajane Jezebell Willson - ❧
❧ - Jezmira, Mira, Bella - ❧
❧ - Lat 32 - ❧

❧ - Kobieta - ❧❧ - Zastępca Naczelnika  - ❧
❧ - Cela nr 5  - ❧
❧ - Lew - ❧
"Było w niej coś ta­kiego, co nie poz­wa­lało oder­wać oczu od jej por­ce­lano­wej twarzy. Zachwy­cali się nią, ona od­wza­jem­niała uśmie­chy, spoglądała się na nich brązem swych oczu. W tym cza­sie w jej głowie kłębiły się myśli o swoim wyglądzie. Nie do­cierało do niej, że może się po­dobać."

OPIS WYGLĄDU: zawsze uśmiechnięta w ten trącący grzeczną sugestią, dobrotliwy grymas nigdy nie powie, gdzie ją bodło, za to oszczędzi głosu i ośmieli się milczeć. Dysponuje niesamowitą krzepkością, przy czym zdolna jest w biegu pokonać niesamowite dystanse. Naziemne akrobacje nie stanowią dlań żadnej przeszkody. Choć niewysoka, może poszczycić się ładną proporcją ciała i posągową figurą. Choć nie należy do tych długonogich i przesadnie wysmuklonych. Ma czym oddychać i na czym usiąść. Alabaster skóry przyjemnie współgra z węglistą barwą włosów i stalowoszarą głębią dzikich oczu. Wąska kibić, silne nogi, szerokie biodra nadają jej postaci wręcz kokieteryjnej pikanterii, której nie szczędzi sobie na codzień w kontaktach z płcią przeciwną. Są to tylko jednak nic nieznaczące przywary, nabyte w ciągu życia, bowiem serce jej skradł już pewien mężczyzna i zbiegł z nim za pazuchą gdzieś w odległe krańce świata. Wie jak i potrafi umiejętnie skorzystać ze swoich atutów, by dostać to, co jej się uwidzi w danej chwili. Zdawałoby się, że nie ma poczucia wstydu, a i tu niestety należy mi przytaknąć. W jakiejś mierze utraciła po części kobiecą wrażliwość, a przy tym czułość na czynniki zewnętrzne.


OPIS CHARAKTERU: wolna od rasowych uprzedzeń, zażarcie broniąca się przed wszelakiej maści zmianami. Pała do nich nienawiścią tak wielce zaawansowaną, że aż czasami przerastającą dotychczasowe wyobrażenia zawiści. Pierwotnie stworzona z zamiłowaniem do ognia, nie cierpi być mokra ani na dłużej fizycznie łapać z wodą jakiegokolwiek kontaktu. W związku z tym stara się unikać różnorakich zbiorników takich jak sadzawki czy strumyki i trzyma się bliżej zieleni. Żywi niesamowity respekt dla wszystkiego, co czyste i święte, skreowane przez patronów przyrody. Nie brzydzi się jednak grzechem, ani rozpustą. Istota niebywale zmienna. Z reguły płocha, zdolna bać się łopoczących motylich skrzydełek, może przeistoczyć się w pragnącą ściągać skalpy dzikuskę. Wie, że świat zdominowany przez przepych nie jest przychylny dla tych, co używają innego pudru. Opływająca uległością wobec prostej płci. Stara się, aby wszystko wokół niej emanowało jak najlepszą energią, w żyłach, pod opoką piersi serce tłoczy burzliwą krew, charakterystyczną dla hiszpańskich genów. Nawet najbardziej przytłaczające upokorzenie nie jest w stanie złamać siły ducha tej bestii. Sporadycznie wręcz stosuje się do zasady „wet za wet”. W chwili strachu staje się nieobliczalna i trudno nad nią zapanować.

AKTUALNY EKWIPUNEK (będzie ulegał zmianie!):
- skórzana torba
- gitara akustyczna
- notes i długopis
- szkicownik, węgiel, gumka chlebowa
- odzież wraz z obuwiem
- wykałaczki
- koc

czwartek, 25 lipca 2013

Nie żałuję swoich decyzji.


           
      
          ■ IMIĘ: Meena
          ■ NAZWISKO: Jensen
          ■ PŁEĆ: Kobieta
          ■ WIEK: 25
          ■ STATUS: Więzień
          ■ NUMER CELI: 3

        ■ WYGLĄD: 
          Dziewczyna uważa, że nie rzuca się w oczy. Czarne włosy i szare oczy, jakich pełno na
          tym świecie nie są niczym niezwykłym. Jednak chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że
          jej tajemnicze spojrzenie intryguje, a uśmiech ma urzekający, chociaż ludzie nie widują
          tego szczerego zbyt często. Meena ma 167 cm wzrostu, więc zalicza się do klasy średniego
          wzrostu. Podczas ostatniego pomiaru wagi zanotowano, że liczy sobie 56kg. Jest to
          dobry wynik biorąc pod uwagę lata ćwiczeń i katowania swojego ciała podczas zadań.

          ZABÓJCA MA SUMIENIE? TO WBREW ETYCE ZAWODOWEJ... 

          

        CHARAKTER: 
          Meena praktycznie wychowała się w bazie wojskowej, w której to jej ojciec
          był generałem. Od dziecka wpajano jej więc zasady tam panujące. Oddanie drużynie,
          pełne posłuszeństwo i szacunek dla przełożonego... Służba podobno kształtuje charakter,
         dziewczyna nigdy nie była pewna jak to rozumieć, ale bez względu na wszystko była
          szczera i oddana sprawie. Była gotowa poświęcić własne życie dla dobra ogółu, sumiennie
          wykonując powierzone jej zadania. Była osobą niezwykle towarzyską, ale nikomu w pełni
          nie była gotowa zaufać. Nie po tym, co stało się w trakcie jej służby, przez co też można
          czasami odnieść wrażenie, że jest ona pozbawiona uczuć, a niektórych po prostu jej
          brakuje. Jest miła, kiedy trzeba, a wredna gdy ma na to ochotę. Cięty język jest jej
          nieodłącznym towarzyszem, a zdolności aktorskie niebywale skuteczną tarczą. Nie lubi
          rozkazów, co jest śmieszne biorąc pod uwagę jej przeszłość. Buntowniczy charakter i
          nieprzewidywalność tworzą mieszankę wybuchową. Meena jest odważna, uparta i
          ciekawska. Potrafi dotrzymać tajemnic, a opinię obcych ma w głębokim poważaniu.


         UMIEJĘTNOŚĆ OCENY SYTUACJI TO KWESTIA DOŚWIADCZENIA, MUSISZ SIĘ TEGO NAUCZYĆ...

          ■ HISTORIA:
          Baza wojskowa była je domem do 17 roku życia, potem stała się też miejsce jej pracy.
          Jako żołnierz, dziewczyna spisywała się dobrze. Była dobrze wyszkolona, przygotowana
          na większość sytuacji, ale na pewno nie na zdradę ze strony swoich pracodawców,
          swojej rodziny.
          Podczas jednej z trudniejszych akcji, kiedy jej oddział został odcięty, dowódca
          postanowił ich zostawić i poświęcić dla powodzenia akcji. Trafiając do niewoli, Meena
         dowiedziała się, że akcja od początku była tak zaplanowana i wszyscy od początku mieli
          zginąć. Porucznik Rowen, dowódca oddziału, współpracował z organizacją
          terrorystyczną, której przywódcy kazali mu przejąć dostawy broni, których oddział
          Meeny miał pilnować, a jako, że nie było opcji, żeby żołnierze dali się przekupić,
          postanowiono ich zlikwidować i zatuszować sprawę. Do tej pory dziewczyna sama
          zastanawia się jak udało jej się uciec. Resztę ludzi zamordowano na jej oczach. Wykradła
          przy tym dokumenty mogące pogrążyć kilka wysoko stojących
          osobistości, a następnie wpadła do bazy i z zimną krwią zamordowała porucznika
          Rowena oraz jego "pomocników". Któryś z tych wysoko stojących osobistości wyznaczył
          nagrodę za jej głowę, o czym oznajmił jej osobiście, ale była na tyle mądra, żeby to
          przemilczeć. Odpowiedni ludzie dowiedzieli się o ukrytych dokumentach i kiedy trafiła przed
          sąd zaproponowano jej ugodę i objęcie programem ochrony świadków jako ochronę.
          Oskarżono ją o morderstwo i zesłano na statek, gdzie - teoretycznie - nikt nie miał jej znaleźć.

          KIERUJĄC SIĘ ZEMSTĄ JESTEŚ ŁATWYM CELEM...   

          
          

          ■ LUBI:                                         ■ NIE LUBI:
          ■ Inteligentnych ludzi                                     ■ Kłamstwa
          ■ Czytać książki                                                ■ Mleka
          ■ Nocną porę                                                      ■ Upału
          ■ Gorącą czekoladę                                           ■ Wieprzowiny
          ■ Wolność                                                          ■ Pustych i sztucznych ludzi
          ■ Horrory                                                           ■ Niewiedzy
          ■ Czarną kawę bez dodatków                        ■ Chaosu
          ■ Zwierzęta                                                         ■ Przymusowych uniformów
          ■ Sporty ekstremalne                                       ■ Przemocy wobec słabszych i zwierząt



          - WYZNACZĘ ZA CIEBIE TAKĄ NAGRODĘ, ŻE SPRZĄTNIE CIĘ WŁASNE ODBICIE W LUSTRZE.
       - NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ...

          ■ DODATKOWE INFORMACJE:
          ■ Ma wytatuowany napis na karku "Made in hell."
          ■ Po zakończeniu służby zapuściła włosy.
          ■ Ma zdolności malarskie.
          ■ Nie pali, ale zawsze ma przy sobie zapalniczkę zippo.
          ■ Ma wiele mniej lub lepiej widocznych blizn.
             Jej ulubiona znajduje się na prawej stronie miednicy,
             wygląda jak ślady po trzech pazurach oraz na lewym obojczyku - blizna po postrzale.
          ■ Jest bezpłodna - wynik wypadku.


          ŻYCIE JEST PARSZYWE, A POTEM SIĘ UMIERA. - FILOZOFIA Z NALEPKI NA ZDERZAK...

          


          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          KARTA MOŻE ULEGAĆ ZMIANOM... ]