środa, 14 sierpnia 2013

Choroba to jeden wielki pasożyt.


Przesiadywanie bezczynnie nie działa na mnie dobrze. Bynajmniej głowa domaga się jakiś nowych rozrywek. Ciało chyba jednak zastrajkowało. Poczułem się oszukany, własne ciało odmawia posłuszeństwa, niedoczekanie ludzkie. Nie mogę się z miejsca podnieść. A mimo wszystko niezwykle wstrętnym uczuciem jest taki brak jakichkolwiek sił. Zupełnie jak po grypie żołądkowej. Kiedy to przed momentem jeszcze wymiotowałeś wnętrznościami , a teraz czołgasz się do łóżka, chociaż chciałbyś tak się położyć i zasnąć tu gdzie jesteś.  Właściwie mnie spotkało coś podobnego.
Kto by pomyślał, że można być nieświadomie uzależnionym od jakiejś substancji. No najwyraźniej można. Zostałem uzależniony od leku , który podawała mi moja jednostka pracy. Leki, jak udało mi się dowiedzieć ,były na wzmocnienie moich zdolności fizycznych, wytrzymałości psychicznej i na zmniejszenie odczuwalnego bólu.  Zdobycie owych informacji łatwe nie było, nikt nie chciał niczego tłumaczyć. Nie dziwię się , wiadomo było przecież jakie są tego konsekwencje.
Na kontrole lekarskie musiałem zgłaszać w każdy poniedziałek. Co tydzień dawali mi zestaw tabletek na kolejne siedem dni i tak na okrągło. Jednak kiedy misje bywały dłuższe nie dostawialiśmy od razu drgawek i tym podobne. Owe substancje podawane przez dłuższy czas profilaktycznie potrafiły bowiem krążyć po organizmie nawet do kilku miesięcy. Pani Doktor, która zawsze mnie badała nigdy nie chciała rozmawiać, a tyle razy próbowałem dowiedzieć się czegoś na temat badań. Tak ... był to wyjątek, bo zazwyczaj się nie odzywałem.
Pewnego jednak dnia ktoś uznał, że pionki też mogą być niebezpieczne i spróbował ją zabić , z resztą ją jak i wielu innych naukowców pracujących w laboratoriach nad tym projektem. Wyglądało to na wyciek gazu, w którym się udusili, ale ja coś wiem o takich sytuacjach i na pewno wyciek sam z siebie by się nie zrobił. Po za tym to nie te czasy, żeby rury były nieszczelne. Los chciał bym miał jeden dzień bez zabijania. Zdążyłem złapać Doktorkę za nim weszła do Posterunku Badawczego. Nie powiem, że jej się to podobało. Chciałem tylko spytać czy ma parę zielonych pigułek  w zanadrzu bo w ekstremalnych warunkach straciłem swój przydział. Nie chodziło o to ,że czułem pragnienie do spożywania ich , lecz o to , że będę gorzej się bez nich sprawował. Ona wytłumaczyła mi do czego, każda tabletka jest. Okazało się, że ta której przydział straciłem , była na zmniejszenie odczuwalnego bólu. Mogę oznajmić szczerze, że mi ulżyło ,gdy się o tym dowiedziałem. Stwierdziłem , że wcale nie czuję różnicy ,a ona, że to całkiem normalne, lek swoje działanie utrzymywać będzie jeszcze przez spory czas , więc na pewno zdążę przyjąć go jeszcze raz. Jeszcze przez parę tygodni przyjmowałem leki. Byłoby całkiem klawo gdyby nie fakt , że się zbuntowałem i odcięli mnie od ‘małych pomocników’ . No wszystkiego w życiu mieć nie można, albo bycie ślepym na prawdę, albo w końcu zdjęcie klapek z oczu.
Przez to wszystko leżę  teraz na łóżku nie mając nawet sił by usiąść. Oddech w gardle zachowuje się jak nieokiełznany ogier, skacze , wyrywa się , gaśnie niespodziewanie innymi słowy robi ze mną co chce. Bez tlenu żyć się nie da, a ja czuję jakby on czasami omijał mnie szerokim łukiem . Jest jeszcze ten ból  przeszywający do szpiku kości. Stoi tuż nade mną i kiedy jest mi chociaż trochę lepiej , wbija swoje sztylety. Zaczynając od stóp aż po czubek głowy. Wyciągając ostrza zabiera mi siłę , którą ledwo co udało mi się skumulować podczas snu.
Nie wiem skąd te draństwo się bierze i czy głód tak zazwyczaj na człowieka działa, ale tak to jest ze mną. O tyle dobrze, że skoro boli to znaczy , że jeszcze żyję.
John Arnest

------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że trochę spóźniony ten wpis jest , ale nie miałem kiedy się za niego wziąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz