Obudziłem
się z cholernym bólem głowy. Jakbym co najmniej walił czaszką o ścianę przez
cały dzień. Ha! Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie sobie to wyobrazić.
Oczywiście z owym bólem głowy wszystko było przynajmniej 10 razy głośniejsze.
Każdy niemalże niesłyszalny zazwyczaj dźwięk dudnił mi w uszach jak roboty
drogowe nad ranem.
Z wyglądu pewnie
dużej różnicy dla nikogo nie robiłem, tyle tylko, że zamiast oczywistej
skrywanej złości, miałem na twarzy wypisaną wściekłość, na siłę skrywaną i
jeśli ktoś spojrzałby mi w oczy mógłby dojść jaka jest tego przyczyna.
Miałem ochotę zatopić tą łajbę, za każdym świstem, stukotem
i innym śrostem mechanizmu. Zazwyczaj tych dźwięków mogłem wysłuchiwać dniami i
nocami i nawet mnie to uspokajało ‘ nie tym razem! ‘ wrzeszczy mój umysł. Obraz
przede mną pulsuje w oczach jak tykająca bomba. Problem w tym, że do
rozbrajania takiego typu mnie nie szkolili.
Wiem, że już nigdzie dzisiaj nie
wyjdę, bo nie dam rady znieść nawet własnych kroków, mam tylko nadzieję, że zbyt
wiele osób nie będzie się szwendać po dolnym pokładzie. Ja po prostu nie chcę
nikomu zrobić krzywdy. Zbyt dobrze znam siebie. Wyskoczyłbym z celi gdy
przechodziłby ktoś z personelu wyrwałbym od tej osoby broń, później zapewne
zastrzeliłbym parę osób, które właśnie są w okolicy, a finałowo sam sobie bym
wpakował kulkę w łeb. Tak bym się właśnie zachował, więc wolę nie ryzykować.
Szkoda, że nie mogę wywiesić tabliczki z napisem ‘ Uwaga! Groźne bydle, nie
podchodzić ‘ Może przynajmniej wtedy ludzie omijaliby moją celę szerokim
łukiem, zamiast do niej podchodzić i witać się ze mną jak z najlepszym
sąsiadem. Jestem przestępcą! Do stu piorunów!Zacznijcie mnie tak traktować. Na
co ja niby liczę? Już lepiej, że się witają niż, rzucają zgryźliwymi wyzwiskami
w moją stronę.
A jednak ten rumor coś mi
przypomina. Dokładnie… Była noc, iście przepiękna. Ktoś postanowił rozrzucić
trochę brokatu po niebie, lecz opakowanie chyba wypadło z rąk. Gwiazd było
wiele jak nigdy, a księżyc niczym najjaśniejsza latarnia. Miałem dostać się do
przetwarzalni miedzi, Zdobycie planów było banalnie proste. Wystarczyło
przyłożyć lufę do głowy pierwszego lepszego pracownika. Teren nie był
skomplikowany, szybko znalazłem idealną pozycję. Dźwięki jakie wytwarzały te
maszyny były jedynym problemem. Jednak ja, jako profesjonalista musiałem
poradzić sobie nawet w takich warunkach. Cel nie wykonywał zbyt wiele ruchów.
Jednak za każdym razem, gdy miałem go na muszce, coś zaczynało dzwonić mi w
uszach tak donośnie, że robiło mi się szaro przed oczami. Nie przewidziałem, że
zmarnuję tam aż tyle czasu, że mój cel będzie schodził ze stanowiska pracy. W
końcu strzeliłem no i oczywiście trafiłem, prawie bym chybił, ale prawie robi
wielką różnicę. Potrafiłem jednak zebrać w sobie wystarczająco dużo skupienia.
Gdy tylko wykonałem powierzone mi zadanie dosłownie zniknąłem z miejsca
wypadku. A tak właściwie to wspiąłem się
po metalowych rusztowaniach, oczywiście niesłyszalnie, potem wyskoczyłem przez
okno i udałem się w stronę mojej kwatery.
Tak ciężko jest żyć ze świadomością,
iż nikt nie dowie się o twoich genialnych likwidacjach. Nie to, co aktorzy oni
pokażą się w jakimś filmie, dostaną jakąś świetną rolę, dobrze zagrają i
wszyscy o tym wiedzą i większość chwali. Piosenkarze bardzo podobnie, wszyscy
trąbią jaki to wspaniały utwór nagrali. Nikt jednak nie wie ile osób zabiłem,
w jak ciężkich warunkach, nie popełniając żadnego błędu. Chociaż… myśląc o tym
dłużej lepiej, że moja robota była anonimowa. Niepotrzebny tłum nie pałętał się pod nogami, miałem prowizoryczny spokój, czekając tylko na wezwanie i co
najważniejsze codziennie coś się działo.
Nie każdy by jednak umiał,
zabijać też trzeba potrafić.
John Arnest
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz