środa, 31 lipca 2013

Gdy umiera człowiek, życie staje się pustką. Gdy umiera dziec­ko, umiera cały świat...

`Wy­palam się. Wy­palam w so­bie resztę człowie­czeństwa. Cze­kam na ro­gu piekła na two­je pot­knięcia. Przek­rwione oczy płoną żądzą zem­sty. Głębo­ko za­korze­nione wro­gie mi sa­memu emoc­je wciąż nie dają mi spo­koju. To sil­niej­sze ode mnie. Nie nazwę cię Bożym człowiekiem , dopóki nie upo­ram się sam z sobą, będziesz dla mnie zwykłym ga­dem. Cho­ciaż to ja zja­dam swój włas­ny ogon, nie przyz­nam ci się, że zgu­biłem swoją duszę.
Nie da­waj mi roz­grzesze­nia, chcę się pławić w mo­jej drwi­nie, dopóki nie sięgnę sto­pami dna mo­jego piekła. Wte­dy, przyjdź po mnie, wy­ciągnij po mnie rękę`...

 3 lata temu...

Skończyłam służbę i gnałam do domu, pchnięta jakimś dziwnym niepokojem, który zrodził się w wnętrzu Mojej głowy. Zajęta pracą, nie zwróciłam uwagi, że telefon milczy od godzin popołudniowych... Że mama nie dzwoni, by zapytać, o której wrócę... Tata też milczał...Starałam się dodzwonić, ale nikt nie odbierał. Czyżby zaprowadzili Jespera do ciotki [tak po prawdzie nikt z rodziny. Sąsiadka, z którą rodzice znali się od lat...dla mnie i braciszka `Cioteczka Liisi`] i poszli gdzieś na kolację, albo do teatru? Tak teatr by wszystko tłumaczył, bo tam trzeba wyciszyć, albo wyłączyć komórki. Jednak ten dziwny niepokój, który miażdżył Moje skronie i narastał z każdą minutą coraz bardziej. Docisnęłam pedał gazu...

Dom...dużo świateł ze względu na porę późno wieczorną...na boga, jak te światła raziły. Miałam wrażenie, że wżerają się w Moje oczy i czynią nieziemskie spustoszenie...i żółta taśma, która przyprawiła mnie o mdłości. Myślałam, że zaraz puszczę pawia. Zaparkowałam, o ile tak to można powiedzieć, bo samochód stanął bezładnie. Wyskoczyłam z niego, jak poparzona i pobiegłam w kierunku biało wytynkowanego domu...Moje ciało prawie jak pocisk przerwało taśmę. Jakiś śledczy próbował mnie zatrzymać. Machinalnie wyrwałam z pod koszulki odznakę i wbiegłam do hallu...stanęłam, jak wryta. Jak w słup soli zamieniona...

`To nie ta­kie jed­nak pros­te spoj­rzeć, gdy się spoj­rze­niem do­tyka bólu`...

Ruszyłam do drewnianych schodów z ładnie ozdobioną barierką...czułam się tak, jakby mi tenisówki grzęzły w smole, która uniemożliwiała mi dalsze kroki...jakby czas zaczął zwalniać. Głosy stały się odległe, a spojrzenie zamglone...kurwa, czemu do sypialni rodziców nagle zrobiło się tak daleko...i znów mdłości. W końcu doszłam do drzwi. Palce wczepiły się w framugę, blade, smukłe...wyglądały jak odnóża jakiegoś paskudnego pająka. Zamknęłam oczy i łapczywie naciągnęłam powietrza do płuc. Jakoś tak dziwnie paliło, więc szybko wypuściłam je ze świstem. Uchyliłam powieki...ciężko szło. Miałam wrażenie, że skrzypią, jak wrota starej krypty. Serce waliło mi tak, jakby chciało wyskoczyć z piersi...jak dziki zwierz, rozedrzeć i uwolnić się z klatki utworzonej z żeber. Trwało to wieki, zanim wychyliłam się zza ściany, do której przyklejona była plecami. Po skroniach lał się cienką stróżką zimny pot...stanęłam w drzwiach i zmroziło mnie. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy tak nachalnie, to krwawy napis nad łóżkiem rodziców:

*`Sinä kuolet narttu!!!`...

Potem ciała rodziców. Matka w łóżku, w dziwnej pozycji. Pościel była cała karminowa. Tata pod oknem obrócony twarzą do podłogi...wokół Niego ciemna plama krwi. Nie mogła powstrzymać drżenia...niby taka twarda, a coś we mnie pękło nieodwracalnie. I nagle myśl, która wbiła się w tył głowy jak szpikulec do lodu `Jesper`...wykonałam półobrót i pobiegłam prosto korytarzem do pokoju braciszka. Tam też był ruch. Bałam się...bardzo się bałam tego, co za chwilę ujrzę. Po policzkach pociekły mi łzy. Na drewnianym łóżeczku, owinięte w pościel w misie leżało ciałko Jespera. Wydałam z siebie dzikie wycie, które przeszyło wszystkie osoby znajdujące się w willi. Zsunęłam się po ścianie i ukryłam twarz w dłoniach. Z serca wyrwał się niczym niepohamowany szloch...

`Ciężar smut­ku i cier­pienia pot­ra­fi być tak wiel­ki,
że na ten mo­ment życie sta­je się jak ka­mień, który ciągnie w dół`...

Długo nie mogłam się pozbierać po tym wszystkim i trudno powiedzieć, iż w ogóle się pozbierałam. To siedzi gdzieś głęboko zakorzenione jak jakiś chwast w sercu i umyśle. Tego widoku nigdy nie zapomnę...no chyba, że trafi mi się amnezja. Bliskich pamiętać chcę z tych radosnych chwil, a nie takich, jakich Ich ujrzałam wtedy...koszmar.

Morderca został skazany na 278 lat więzienia. Mogłam go mieć u siebie na Bremerhaven, ale nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle siły, by nie zrobić mu krzywdy. Mówi się, że zemsta jest słodka, ale po co ma mnie zemdlić?
Osadzono go w Alcatraz...oby tam zgnił.

`Ludzie opęta­ni sa­mot­nością
uciekają od wszel­kiego spokoju
i szu­kają de­monów o stok­roć gorszych
niż mar­twa cisza w pokoju`…

Dlatego powstało Bremerhaven...  

* Zginiesz Suko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz