czwartek, 25 lipca 2013

Każdy popełnia błędy, jednak nie każdy może.

John Arnest, oczywiście sam nikomu tego nie powiedział. Znaleźli to w jakiś utajnionych aktach.
188 cm wzrostu
27 lat
Więzień
 Z wyglądu woli nie rzucać się w oczy, zadecydowała o tym praca ( ta druga - lepiej płatna ) Ma ciemno brązowe włosy, za czasów wojska obcięte na dużo krótsze, później przestał o to dbać - tak było wygodniej.  Na twarzy ma lekki zarost, też nie przywiązuje do niego uwagi. Raczej wysportowany, nie żeby jakoś obrastał mięśniami jak kulturysta, ale dba o formę. Ma zielone oczy, chociaż mało kto się o tym przekonał, a jeśli tak to już nie żyje.

Jaki charakter może mieć osoba taka jak on ?
 Wypaczona przez różne poglądy moralne, które skutkowały tym, że zaczął zabijać dla pieniędzy. Wiadomo jakie jest wojsko, trzeba wykonywać polecenia przełożonego. (Jednostka do której on trafił różniła się od tych przeciętnych) Nie ma się własnego zdania. Znaczy nikt nie zabronił go mieć, ale lepiej go nie wykazywać. Masz się dobrze bić, strzelać i bronić. To nie działa tak, że człowiek jest wypłukany z emocji, wszelkich odczuć i zdania. To wszystko jest duszone gdzieś tam wewnątrz, kumuluje się. Człowiek tak wewnętrznie poszarpany na pewno nie ma łatwo. Nie miał w sumie problemów w byciu posłusznym. Łatwo przyszło mu zamknięcie swoich przekonań w skrzynce i odłożenie je na półkę zapomnienia w swoim umyśle. Tak było na początku, jednak on sam kiedyś musiał się odezwać. Zrozumiał jak wiele mu zostało odebrane. Wyrwano mu z serca jego osobowość. Dobrze, że zdołał się wyplątać z tych sideł. Okazało się jaki jest naprawdę. Oczywiście wydarzenia z przeszłości odcisnęły na tym piętno.
Kiedy się na niego patrzy wydaje się, że on nic nie czuje , jednak nikt nie zdoła określić jaką walkę toczy sam ze sobą, ze swoimi uczuciami. Mimo wszystko potrafi się skupić, jest niezwykle precyzyjny. Bitwy w jego głowie nie są bezwiedne , zawsze ma wszystko pod kontrolą. Potrafi się wyciszyć i nie myśleć o niczym innym oprócz celu. Były czasy kiedy bywał agresywny , impulsywny, jednak to przeminęło. Nie da się sprowokować przez byle błahostkę, mało jest rzeczy które potrafią wyprowadzić go z równowagi. Przeszedł przez wiele bólu i smutku. Jednak gdzieś na dnie tego oceanu niezrozumienia kryje się płomień dobra, szczęścia, miłości. Jedyne osoby które go kiedyś odkryły zmarły, a wraz z nimi płomień przygasł, żyjąc w cieniu złych emocji.
Dlaczego jest taki dobry w zabijaniu ? Mówi się, że dlatego, że kieruje nim wieczna niechęć i wstręt do rodzaju ludzkiego. Jest to po części prawdą. Nie ufa, więc nikomu. Tylko sobie. Nie warto nawet starać się zdobyć jego zaufania, bo w pełni nikt go nie dostanie. Może sprawiać takie wrażenie, że komuś zaufał, ale nie będzie to wrażenie poprawne. Nie zbyt rozmowny. Jeśli coś jest ważne to to zapamięta jeśli nie to nie będzie pamiętał. Sam wyznacza co jest ważnie, a co mniej. Jest uparty, ale potrafi iść na kompromis w razie konieczności. Z szczerością też jest różnie, kiedy uzna, że trzeba powiedzieć prawdę to ją powie. Zazwyczaj wiele odpowiedzi przemilcza. Co nie znaczy, że ma problemy ze słuchem. To jak i inne zmysły musiał mieć bardzo dobrze wyćwiczone. - taki zawód. Z resztą musiał i miał. Jak już coś zaczyna to zawsze kończy.

O tym co raczej już nikogo nie interesuje ( historia )
Kiedy miał około 6 lat, jego rodzice zginęli w biurowcu do którego została podłożona bomba. Jakie on mógł mieć później życie ? Nigdy nie zapomniał, co prawda sprawiał takie pozory , ale to były tylko pozory. Wychowywała go babcia z dziadkiem. O dziwo uczył się całkiem dobrze, w nowej szkole nikt nie miał pojęcia przez co przeszedł, nikt nawet nie śmiałby przypuszczać. Po latach nauki ,zaproponowano mu pójście do wojska.
Znów był jednym z najlepszych. Wysyłali go na wiele różnorakich misji. Cóż za ironia losu, jakby mało mu było śmierci to jeszcze patrzył jak jego kompanii giną od kuli wroga.
Był świetnym snajperem, co nie znaczy, że z pistoletu MAG-08 nie potrafiłby strzelić. Mniej więcej w czasie gdy wypadały jego 24 urodziny jego babcia i dziadek zginęli w wypadku. W ich autobus wjechała cysterna z paliwem. Kierowca ciężarówki, jak zarówno jego dziadek i babcia zmarli na miejscu.
Dostał list od ciotki której praktycznie nie znał, aby przyjechał na pogrzeb. Przełożony wydał zgodę, oczywiście jeśli John wróci z powrotem do służby.
Pożegnał swoich najbliższych, szkoda, że dopiero po śmierci.
 Pewna nielegalna organizacja interesowała się nim od dłuższego czasu, udawało im się zdobywać każdy raport z jego misji. Znali każdy jego ruch. Na pogrzebie zauważył mężczyznę w szarawym garniturze, który nie pasował do reszty. Stał dużo dalej, wyglądał jakby na kogoś czekał. Po zakończeniu wręczył tylko chłopakowi wizytówkę i odszedł.
Spotkał się ze swoimi nowym szefem, był to postawny mężczyzna zazwyczaj z cygarem w ręku, był o 20 lat starszy niż John. Przedstawił mu propozycję nie do odrzucenia. Już na następny dzień zaczęły się szkolenia. Jak można się domyślić w wojsku nie stawił się w terminie.
NID wykonało dla niego nowy dowód osobisty, wszytko miał nowe, cała jego tożsamość się zmieniła. Stał się innym człowiekiem. Był dużo lepszy niż wcześniej, potrafił opracować świetny plan ucieczki z budynku w 5 minut jak nie krócej, pracował na pojedyncze zlecenia.  Dostawał tylko zaszyfrowaną wiadomość z imieniem, nazwiskiem i godziną a resztą sam musiał się zająć. Zarabiał 200% (plus- minus) więcej niż w wojsku. Nie wiedzieli kogo sobie wyhodowali. Myśleli , że mają nad nim kontrolę , jednak on nie był tylko bezmyślnym robotem.
Zaczął na własną rękę prowadzić dochodzenie jak to było z tym 'wypadkiem' w którym zginęli jego dziadkowie. To czego się dowiedział, nie mogło ujść płazem NID. A on już dobrze wiedział jak ma to rozegrać, aby ich załatwić. Zaczął zabijać członków bandy, która wykonała tamto zlecenie.
Tylko raz powinęła mu się noga i został złapany. Tylko jeden raz kiedy zbytnio zawładnęły nim emocje. Popełnił błąd co w jego branży było nie do pomyślenia.
Kilku godzinne przesłuchania ,które trwały dwa tygodnie powoli dawały jakieś skutki. Wszytko miało swój czas, nie powiedział im każdej informacji o NID od razu. Na samym końcu przyznał się do wielu popełnionych czynów, oczywiście tak aby jeszcze załatwić tajną organizację.
Skazano go na dożywocie, sąd uznał, że tak zdemoralizowany człowiek nie powinien już nigdy wyjść na wolność.
Po prawie udanej próbie ucieczki z Alcatraz, przenieśli go do pływającego więzienia. Przestało mu zależeć na czymkolwiek, skoro i tak trafi na tą przeklętą łajbę.


 No i to cała jego historia.

Skoro pochwalił się już czego nie lubi ( ludzi) to można teraz krótko powiedzieć o tym co lubi, a jest to mianowicie :
swój ukochany karabin wyborowy ( miał wiele, więc nie pamięta który z nich był jak dla niego najlepszy ) ,
broń białą ,
szyfry,
okulary przeciw słoneczne ,
gorąco czekoladę.

Informacje dodatkowe :
Ma tatuaż na prawym ramieniu. nie zbyt wielki, ponieważ to w końcu znak szczególny łatwiej byłoby go rozpoznać. Przedstawia on smoka, zawsze miał do nich słabość. Numer jego celi to dwa

---------------------------------------------------------------

Jak na razie nie mam pomysłu co by tu jeszcze dopisać, ale w razie co to KP może jeszcze ulec zmianom.

20 komentarzy:

  1. [Wybacz John, ale nie mam zacięcia do tego, aby na dzień dzisiejszy przeczytać tą notkę. Może innym razem.
    Witam na blogu i zapraszam do wątków...]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie ma sprawy, nic się nie stało.
    I dziękuję, bardzo fajny pomysł na bloga ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Przeczytałam...jakoś się przemogłam c:...
    Dziękuję. Alcatraz zdechło, nie ma chyba żadnego więzienia, więc wróciłam z Bremerhaven z zaświatów...]

    Przechadzała się z Javroszem po pokładzie. Właśnie wpłynęli na wody międzynarodowe. Powoli robiło się szaro. Jej oczom ukazał się mężczyzna, który stał oparty o reling i kontemplował widok. Podeszła bliżej i oparła się o barierkę - odbywasz teraz podróż życia hm? Będziemy w takich miejscach, o których nawet Ci się nie śniło - uśmiechnęła się nikle kącikiem ust. Obserwowała więźnia. Do godziny dziesiątej miał czas, więc nie miała zamiaru robić Mu wyrzutów, że jest poza celą. Czekała na Jego odpowiedź. Pies położył się przy nogach swej Pani i oblizał kufę.

    OdpowiedzUsuń
  4. - Byle czego na pewno nie zobaczysz - obróciła się i wsparła o reling - i Twoje przepuszczone pieniądze zapewne nie mają z tym rejsem nic wspólnego...no może trochę - Jej szare oczy wpatrywały się w pomarszczony ocean. W końcu przeniosła je na mężczyznę - masz jakieś imię? - wyjęła metalowe pudełko z cukierkami i otworzyła je. Podsunęła je w stronę Johna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zobaczyła Jego minę, gdy cukierek zniknął w buzi i uśmiechnęła się delikatnie. Była w tym nutka rozbawienia - Paiva. Ale możesz mi mówić Pai. Bo jakoś nie zależy mi na tym, by wołać za mną Pani Naczelnik - mruknęła - chodź przejdziemy się po pokładzie i może coś o sobie opowiesz, hm? - spojrzała w ciemne oczy Johna. Nie wydawał się złym człowiekiem. Jedynie rozgoryczonym, a Ona znała powód Jego rozgoryczenia. W papierach miała wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyglądała się Mu przez chwilkę i odepchnęła wreszcie od relingu. Javrosz zerwał się z pokładu i pobiegł przed siebie. Pai myślała przez chwilkę - wiem, że o takich rzeczach ciężko mówić John - założyła kosmyk białych włosów za ucho i odetchnęła - nawet domyślam się, dlaczego postępowałeś w taki, a nie inny sposób. Eliminacja rodzaju ludzkiego w jakiś sposób podnosiła Twe upadłe przez pewne rzeczy morale. No ale nic, jak będziesz gotowy, aby o tym opowiedzieć, to ja chętnie wysłucham...wiesz, gdzie mnie znaleźć - zerknęła na Niego i uśmiechnęła się mimowolnie. Szła powoli przed siebie - i proszę, nie mów mi `Pani`. Znasz Moje imię i chcę, byś mi mówił właśnie po imieniu. Ewentualnie po pseudonimie - wyjęła z kieszeni klucze i zaczęła się nimi bawić - a jeśli chodzi o mnie...no cóż. Został mi tylko Javrosz - spojrzała na psa, który obwąchiwał jakąś beczkę - nie mam nikogo - dodała ciszej.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Mam go od szczeniaka - odpowiedziała po chwili - a teraz ma jakieś półtora roku - westchnęła i poruszała się nadal przed siebie, aż na dziób statku - tak, czasami dobrze jest się wygadać, choć widzę, że Ty to raczej niechętnie robisz. I tak wiem, że może w Alcatraz było całkiem inne towarzystwo, które pewnie traktowało Cię, jak śmiecia. Ale tak po prawdzie jesteśmy takimi samymi ludźmi. Tylko Ty może masz trochę więcej za kołnierzem, niż ja - zerknęła na Niego. Czuła, że John traktuje Ją z dystansem. Ale przecież Ona nie była aniołkiem. Może nie zabijała, ale z prawem miała nie raz do czynienia. Oparła się o reling i zaczęła obserwować delfiny, które ścigały się ze statkiem...- lubisz pływać?

    OdpowiedzUsuń
  8. [Tak sobie teraz czytam logi z niejaką `Panią Psycholog`...to nic, że nie ustalałam z tą osobą nic w tym guście. Nie znam Jej...więc odrobinę mi się to nie podoba. Piszę do Ciebie, bo może Ją jeszcze spotkasz. Po pierwsze jaki psycholog nosi ze sobą broń (i to dwa pistolety), po drugie nikt ze mną bycie kimś takim na statku nie ustalił, więc...po trzecie drzwi same się otwierają i powinieneś Jej na to zwrócić uwagę...po czwarte strażnik, czy psycholog, bo już się pogubiłam. Nie kurde, tak być nie może. Nikt tego ani ze mną, ani z Jezmirą nie ustalał...po piąte nie ma takich kwalifikacji, żeby takie pytania więźniowi zadawać. Więc jak się pojawi, to przekaż Jej, że mam z Nią do pogadania. Nie powiem, ale się wkurzyłam ostro...i przepraszam, że wszystko pod Twoją notką napisałam, ale grałeś z Nią...]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Ok, przekażę jeśli się jeszcze pojawi, bo podobno dostała zaproszenie i będzie pisać KP , ale nigdy nic nie wiadomo. Ja tam nie wnikałem w to co ona robi, bo jeszcze szczerze mówiąc trochę tego więzienia nie ogarniam, ale się cały czas uczę. Teoretycznie pewnie powinienem na to opowiadać pod twoją KP, ale skoro to off top to pomyślałem, że na miejscu to zrobię, jeśli oczywiście masz coś przeciwko, to usunę i wstawię do ciebie. Tak więc jeszcze raz - przekażę jej, że chcesz z nią porozmawiać, ale może tak być, że szybciej ją spotkasz niż ja]

      Usuń
  9. Zamyśliła się na moment, słuchając go uważnie. No cóż, z własnego doświadczenia wiedziała, że zadając się z nieodpowiednimi ludźmi można wpaść w kłopoty. Pokiwała głową na znak, że zrozumiała. Domyślała się też, że on również będzie ciekaw jej pobytu na statku. Przeważnie wyznawała zasadę: "szczerość za szczerość", ale tutaj nie mogła tak po prostu powiedzieć mu prawdy. Musiała trzymać język za zębami, póki nie miała pewności, że na statku nie ma nikogo, kogo zdjęcia nie widziała w aktach. Coś jednak musiała powiedzieć.
    - Cóż... Tak to jest, kiedy gra się z wielkimi, ważnymi, niedobrymi ludźmi w ich własną grę - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - Trzeba się potem ukrywać, a poruszające się więzienie to idealna opcja, przynajmniej zdaniem moich obrońców - mruknęła, robiąc wyraźnie niezadowoloną minę. Nie patrzyła jednak na niego. Każdy, kto na mężczyznę, więc mógł mieć wątpliwości co do szczerości jej słów i wcale by się nie zdziwiła, gdyby tak było.

    OdpowiedzUsuń
  10. Była mu wdzięczna za to, że nie dopytywał o szczegóły. W końcu on też miał swoje powody żeby jej nie ufać i właściwie wcale nie podał jej żadnych szczegółów. Odprowadziła go wzrokiem, a na kolejne pytanie spięła się nieco i automatycznie wyprostowała. Właściwie jeśli chodziło o TĄ przeszłość, to nie widziała sensu niczego ukrywać.
    - Moja matka umarła przy porodzie. Mój ojciec jest generałem, jego baza była moim domem; wychowali mnie żołnierze i to oni mnie zdradzili... - Wzruszyła ramionami. - Zemściłam się. Wątpię żeby jeszcze za mną tęsknili - dodała z przekąsem i spojrzała na niego znacząco.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się nikle. - Wiesz... Jeśli chodzi o naszą obecną sytuację to z jednej strony brak bliskich działa na korzyść. Nie tęsknimy, nie rozpaczamy, że ich więcej nie zobaczymy, nie mamy nic do stracenia oprócz własnego życia - stwierdziła, kiwając przy tym z wolna głową. - Ale to jeszcze nie oznacza - spojrzała na niego z dziwnym błyskiem w oku. - że mamy z tego powodu tracić wole walki - zauważyła. O tak, Meena miała wolę walki. Miała jej dość żeby się wydostać z niewoli, więc miała jej też dość, żeby wytrzymać na tym statku tyle, ile będzie trzeba. Spojrzała Johnowi w oczy i wyszczerzyła się łobuzersko. Może i nie miał powodu żeby się uśmiechać mimo tylu nieprzyjemności, jakie go spotkały, ale ona też. Szczere uśmiechy, przy swojej sytuacji, uważała za bunt. Bunt przeciwko losowi, który tak ją ukarał i udawało jej się, mimo, że każdego mogło to dziwić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zastanowiła się chwilę, po czym spojrzała w oczy Johna - czasami przychodzi w życiu taki moment, że człowiek chce robić co innego, niż dotychczas - zaczęła - i właśnie taki pojawił się w Moim. Odziedziczyłam duży majątek po nieżyjących rodzicach. Postanowiła to jakoś spożytkować...z sensem. I wpadłam właśnie na taki pomysł. Dogadałam się z odpowiednimi władzami i krok po kroku powstało Bremerhaven - przyznała. Odepchnęła się od barierki i chwyciła Go za rękę, by pociągnąć za sobą - koniec zwierzania się, idziemy pływać - zaśmiała się pod nosem - nie ma jak popływanie sobie z butlonosami.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, cóż, wcale nie podejrzewała, ze John nagle stanie się zwolennikiem jej przekonań. Westchnęła cicho, poważniejąc. - John, prawdopodobnie spędzisz tu resztę życia. Zastanów się, czy warto poddawać się swoim demonom, czy może jednak czerpać zadowolenie z tego, że żyjesz i... - zamyśliła się, kiedy przed oczami stanęło jej jedno ze wspomnień. Zesztywniała i zacisnęła leżące na blacie stołu dłonie w pięści. - ...i jesteś bezpieczny, a teoretycznie nikt nie może cię tknąć - zauważyła i pokręciła głową żeby pozbyć się natrętnych obrazów. Bezwiednie potarła lewe ramię, gdzie widniało kilka blizn podobnych do tych, jakie pozostawiają po sobie gaszone na skórze papierosy. O ile ktoś taki ślad już kiedyś widział. Zerknęła na mężczyznę i posłała mu nikły uśmiech, chociaż właściwie nie miała powodu żeby to teraz zrobić. Kto wie, może kiedyś nawet się tym zarazi. Cóż, nadzieję zawsze można było jednak mieć, nawet jeśli kompletnie nie wierzyło się w powodzenie akcji...

    OdpowiedzUsuń
  14. Zamyśliła się na moment i z wolna pokiwała głową, przyznając mu poniekąd rację. - Na początku też tak myślałam, ale okazuje się, że łatwiej jest wszystko zatuszować uśmiechem niż obojętnością. Z czasem nawet człowiek przestaje się pilnować i wychodzi ma jaw, że część tych uśmiechów wcale nie jest sztuczna. Trzeba się tylko przyznać do tego przed samym sobą, John - oznajmiła. Kiedy zorientowała się, że ten patrzy na jej blizny, automatycznie chciała je zasłonić, ale po kilku sekundach namysłu uznała, że wszystko jej jedno. - Gdybym miała do tego inne podejście, to pewnie bym zwariowała, a ci, którzy mi to wszystko zrobili mogliby się cieszyć wygraną - zauważyła. - A zamiast siedzieć w kącie jak skatowane, zastraszone i zamknięte w sobie zwierze ja żyję, uśmiechem się i walczę, bo niewiele do wyboru mi już pozostało - przyznała, wskazując palcem na blizny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Śledziła wzrokiem Johna, kiedy ten wstał. Domyśliła się, że nie oczekuje odpowiedzi, ale i tak postanowiła coś powiedzieć. - Lepsze więzienie niż zamknięte cztery ściany i sadysta z nożem - skrzywiła się automatycznie. - A jak się żyło mordując tych wszystkich ludzi? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Żyć tak, jakby się już umarło, bo dusze odebrano nam jakiś czas temu i niewiele już nam pozostało - mruknęła cicho, kiedy ją mijał, wbijając wzrok w blat. Kiedy mężczyzna był obok drzwi, odwróciła się przez ramię. - John? - zaczekała aż się zatrzyma albo odwróci. - Pamiętaj, że każde blizny jakie nosimy, każdego rodzaju - podkreśliła. - Powinny być naszą siłą, nie słabością, bo przecież przeżyliśmy, kiedy nam je zadawano...

    OdpowiedzUsuń
  16. Skinęła mu głową. Nie uśmiechała się już, przybierając wyraz twarzy podobny do tego na jego twarzy. - W porządku. Po prostu rozumiem - przyznała cicho, kiedy znikał. - Ja też dziękuję - dodała pod nosem i wstała z ciężkim westchnieniem. Pora się przejść i rozprostować kości. Przeciągnęła się i z uśmiechem zadowolenia wymaszerowała z mesy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zatrzymała się przy doku. wydała rozkaz, by zatrzymali silniki, bo nie miała ochoty być wkręcona w śruby - wiem, że dziwnie Ci się ze mną rozmawia i ogólnie przebywa, bo jestem kim jestem, ale jestem też normalnym człowiekiem i łączy Nas jedna rzecz...ale zapewne masz to w dupie. A czemu więzienie? Bo nie fatałaszki i kosmetyki, oaz zabawy w nocnych klubach - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Rozebrała się i usiadła na brzegu zbiornika. Jak Diesle ucichły spojrzała na Johna i uśmiechnęła się delikatnie - wskakujesz?

    OdpowiedzUsuń
  18. Wstała jeszcze, by podejść do szafki, z której wyciągnęła maski i rurki. Podała jedną mężczyźnie - będzie lepsza widoczność - założyła na czubek głowy swoją maskę i wskoczyła, jak pocisk do wody. Założyła ją na oczy i rozejrzała się. Wypłynęła z pod statku i wynurzyła. Poczekała, aż zrobi to John. Kiedy pojawił się niedaleko Niej chlapnęła Go - no wiesz...czasami dobrze jest się wygadać, niż dusić to w sobie - zaczerpnęła powietrza i zanurkowała. Zaczęła szukać butlonosów.

    OdpowiedzUsuń
  19. Po dłuższym czasie się wynurzyła, by zaczerpnąć powietrza...i znów zniknęła pod turkusowymi wodami morza. Obróciła się wokół własnej osi. Kilkanaście metrów dalej dojrzała delfiny i pokazała Johnowi. Zaczęła płynąć w tamtym kierunku. Zatrzymała się nieopodal. Chciała by stworzenia oswoiły się z tym, że tu są. Pierwszy ssak podpłynął do Pai. Przeciągnęła dłonią po jego grzbiecie. Złapała go za płetwę,a on zafundował Jej przejażdżkę. Puściła delfina i wypłynęła na powierzchnię. Parsknęła i zaśmiała się.

    OdpowiedzUsuń